Wielu fikcyjnych bohaterów, książkowych czy filmowych, "odziedziczyło" swoje imię i nazwisko od jakiejś autentycznej osoby - tak jak agent James Bond od ornitologa Jamesa Bonda. Jednak w zdecydowanej większości takich przypadków rzadko się o takim fakcie dowiadujemy. A już praktycznie nigdy nie zobaczymy jak fikcyjny bohater spotyka w swoich przygodach (książkowych czy filmowych) tą autentyczną osobę, której nazwisko sam nosi. Bo to by było, można rzec, głupie: mieszać fikcję z rzeczywistością, i to na dodatek z rzeczywistością, która miała wpływ na powstanie owego fikcyjnego bohatera! Nie, nie do pomyślenia!
James Bond i "bondy" są jednak klasą same dla siebie i rządzą się własnymi regułami, a Anglicy - jak wszyscy dobrze wiemy - mają specyficzne poczucie humoru :). Efekt: ornitolog James Bond pojawił się (choć nie osobiście) w "bondzie". Okazja była z resztą wyśmienita - wielki jubileusz agenta 007: 20. film Śmierć nadejdzie jutro w 40-lecie istnienia bohatera. Idealna na uhonorowanie ornitologa, od którego słynny agent "pożyczył" nazwisko!

Oto opis tej sceny: Ścigając Zao, Bond udaje się jego tropem do Hawany na Kubie. Tam idzie do wytwórni cygar, której właścicielem jest Raoul - miejscowa szycha, prawdopodobnie były agent. Ten zgadza się pomóc i zdobyć jakieś informacje. Po wykonaniu kilku telefonów, informuje Bonda, że Zao jest na wyspie Los Organos, w klinice niejakiego Alvareza. W czasie rozmowy Bond zauważa w biblioteczce Raoula książkę-przewodnik Ptaki Indii Zachodnich autorstwa faceta, który nazywa się tak samo jak on - James Bond :) (na okładce książki nie widać nazwiska autora, ale fani Bonda od razu wiedzą, kto nim jest!). 007 pożycza od Raoula rewolwer, lornetkę i ową książkę, a także samochód i jedzie na plażę, przyjrzeć się wyspie, na której znajduje się klinika.
Nad morzem, oprócz kliniki, 007 dostrzega także... piękną dziewczynę wychodzącą z wody i oczywiście od razu ją zaczepia. Dziewczyna przedstawia się jako Giacinta Jourdan, alias Jinx, a Bond jako... James Bond. Na jej pytanie, czym się zajmuje, 007 odpowiada, że jest tu dla ptaków, po czym dodaje, że jest... ornitologiem. Za jego plecami na bufecie leży z resztą książka "jego" autorstwa - Ptaki Indii Zachodnich :).